Serwis www.kross.pl używa cookies, aby zapewnić Tobie najlepszą możliwą obsługę na naszej stronie. Kontynuując jej przeglądanie wyrażasz zgodę na stosowanie przez nas plików cookies. Szczegółowe informacje znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.

Produkt dodany do koszyka

Zaloguj

Krystian Cholewa: W ultrakolarstwie liczy się mocna psychika, bo nogi zawsze sobie poradzą

Ten doświadczony wielbiciel dwóch kółek rozpoczął właśnie współpracę z marką KROSS. 27-letni Krystian odebrał 18 grudnia w naszej fabryce w Przasnyszu szosowy model Vento 5.0 i… jak gdyby nigdy nic pokonał na nim dystans 337 km do swojego domu w Dębicy. Jadąc tylko z kilkoma przerwami przez 13 godzin i przy temperaturze zjeżdżającej w nocy do - 13 stopni Celsjusza. Dla niego to nic specjalnego, bo na koncie ma znacznie trudniejsze wyprawy.

Krystian Cholewa jest z zamiłowania ultrakolarzem i  jego największą życiową pasją jest kręcenie korbą. Zawsze rozmyśla, jakby sobie tylko swoje hobby urozmaicić, chociaż chyba bardziej odpowiednim słowem byłoby - utrudnić. Najczęściej wybiera wręcz onieśmielające innych kolarzy dystanse i pedałuje do upadłego - bez snu, odpoczynku ani zmiłuj się. Opowiedział nam o swoim bezkompromisowym stylu jazdy i planach na przyszły rok.

Od jak dawna zajmujesz się kolarstwem i interesujesz branżą rowerową?

Moja przygoda z dwoma kółkami zaczęła się, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Dużo jeździłem amatorsko na rowerze górskim, spróbowałem też swoich sił w downhillu. Moją pierwszą poważną wyprawą była wycieczka sprzed czterech lat - z rodzinnej Dębicy nad Bałtyk na załadowanym sakwami rowerze KROSS Level 2.0 na 26-calowych kołach. Planowałem wtedy przejechać całą drogę w jedną stronę w ciągu 5 dni. Ale ostatecznie okazało się, że pokonanie całego dystansu w obie strony (1600 km) zabrało mi łącznie… 6 dni. Gdy wróciłem, po trzech tygodniach kupiłem rower szosowy i teraz to ten typ kolarstwa jest moim konikiem. Żeby być precyzyjnym - interesuje mnie jedynie ultrakolarstwo, czyli pokonywanie olbrzymich odległości, bez przerw na nocowanie.

Rocznie robisz około 30 000 km. To jest szokujący wynik! Dlaczego postawiłeś na ultrakolarstwo?

Chodzi o wyzwanie i postawienie sobie jakiegoś trudnego celu, którego realizacja daje potem olbrzymią satysfakcję. W ultrakolarstwie liczy się mocna psychika; odporność mentalna by przezwyciężyć kryzysy, które łatwo sobie w takich sytuacjach wmówić. Głowa musi być silniejsza od nóg, bo te można wytrenować i tak łatwo się nie poddadzą. Zawsze świeżo po ukończonej wyprawie przez dwa dni męczy mnie trochę niechęć do siodełka rowerowego, coś w rodzaju powyjazdowej „traumy”. A potem to uczucie mija, znów mam ochotę ruszać w drogę i planuję już nowe trasy. To jest trochę jak nałóg.

I jakie jest twoje największe dotychczasowe osiągnięcie kolarskie?

W czerwcu 2018 r. zaliczyłem wyprawę z Dębicy do Rumunii. Dopiero przy granicy z Serbią zdecydowałem się na nocleg. W obie strony w sumie przejechałem około 1500 km. Jako ciekawostkę podam, że w samej Rumunii przez 500 km jechałem drogą bez pobocza w dosyć kiepskich warunkach infrastrukturalnych i nie spotkałem ani jednego rowerzysty. W dodatku tam nikt nie spowalnia ani nie uważa na rowerzystów, jest bardzo niebezpiecznie.

A jakie są twoje ulubione trasy rowerowe? W której części Polski najczęściej można cię zobaczyć na dwóch kółkach?

Najbardziej lubię tereny górzyste, gdzie na szosie mam do pokonania na asfalcie spore podjazdy i mogę się wyszaleć. Najczęściej wybieram się na rower w okolicach Podkarpacia, ale też Nowego Sącza czy Zakopanego.

Kilka dni temu odebrałeś w fabryce KROSSA w Przasnyszu model Vento 5.0. Przejechałeś na nim imponujący dystans 337 km aż do domu. Jak wspominasz tę wycieczkę, które momenty były najtrudniejsze i co wtedy robisz, by wytrwać?

Najgorszy był mróz, sięgający w nocy - 13 stopni Celsjusza. Jechałem w takich warunkach od Piaseczna, przez 6 godzin, aż do samego rana. A moje metody? Zawsze jadę z wysoką kadencją, bo organizm musi się rozgrzać i w ten sposób można długo utrzymywać ciepłotę ciała. Ważne, żeby nie zatrzymywać się na zewnątrz, na mrozie. Jeśli robię przerwę, to – tak jak w tym przypadku – gdzieś w środku lokalu, na stacji benzynowej czy w barze. Największą niedogodnością dla mnie była podczas tej wyprawy zamarznięta woda w bidonach. Człowiekowi chce się pić, a tu nie ma czego (śmiech)!

Co możesz powiedzieć o Vento 5.0?

Wrażenia są pozytywne, nie ma tutaj absolutnie do czego się przyczepić. Świadomie wybrałem ten model na aluminiowej ramie, jest bardzo wygodny i odpowiada mi wysokiej jakości osprzęt. Hamulce są skuteczne, wszystko działa jak należy. Bardzo duży plus za grube opony o szerokości 28 mm, zapewniające komfort na wertepach. Ten rower pozwolił mi w drodze z Przasnysza do Dębicy utrzymywać średnią prędkość powyżej 25 km/h, co w takich zimowych warunkach jest niezwykle trudne.

A jakie masz najbliższe sportowe plany?

Pod koniec kwietnia przyszłego roku planuję startować w ultramaratonie Piękny Wschód o dystansie 500 km. Startuje się w Parczewie, a zawodnicy jadą na wschód Polski. Chcę jeszcze spróbować swoich sił w mazurskim Pierścieniu Tysiąca Jezior, ultramaratonie o dystansie 610 km. Tak samo chodzi mi intensywnie po głowie wyprawa z Polski do Portugalii wczesnym latem. To 3,5 tys. km do pokonania. Z kolei, sięgając planami jeszcze dalej, chciałbym zmierzyć się z polską imprezą kolarską, wiodącą od Bałtyku do Bieszczad po trasie o długości 1008 km.

Dzięki za rozmowę i powodzenia w tak śmiałych planach!

 

 

Data dodania: 02.01.2019